Szukaj na tym blogu

czwartek, 24 sierpnia 2017

Jakie leki uzależniają?

Dziś moja przyjaciółka z AA zadała mi pytanie czy leki, które otrzymała od psychiatry (w związku z depresją i nerwicą) są uzależniające. I to pytanie spowodowało, że postanowiłam zgłębić temat leków uzależniających na blogu. Mam nadzieję, że ten wpis okaże się dla Was pomocny.

tabletki


A zatem - jakie leki uzależniają? Teoretycznie można odpowiedzieć: WSZYSTKIE. Nawet jeśli jakaś substancja nie zawiera środków stricte uzależniających, może spowodować "uzależnienie psychiczne", które przejawia się myśleniem w stylu "Bez tego leku nie jestem w stanie funkcjonować".

Uzależnić może naprawdę wszystko. Pamiętam rozmowę ze znajomą - uwaga - panią doktor (chirurg szczękowo-twarzowy, świetna ekspertka w zakresie stomatologii), która rzuciła hasło "Co ty mówisz, jakie uzależnienie od Xylometazlinu? Ja go zażywam od 30 lat i nie jestem uzależniona!". Xylometazolin to lek w kroplach bądź sprayu - substancja ta występuje w większości preparatów stosowanych na "zatkany nos". Zauważyliście ten totalny kretynizm w wypowiedzi pani doktor? Jak można brać coś od 30 lat pod rząd i mówić, że nie jest się uzależnionym?

A i owszem! Leki "na zatkany nos" silnie uzależniają. Powodują, że bez nich uczucie "zatkania" powraca i żeby normalnie oddychać, trzeba sobie zaaplikować stosowny preparat. W sieci znajdziecie multum wątków poświęconych problematyce odstawienia tej konkretnej substancji. I nie można tu winić bynajmniej producentów leku, zawierającego Xylometozolin. W każdej ulotce tego typu preparatu znajdziecie informację, że nie należy stosować go dłużej niż X dni (ilość dni może się różnić, w zależności od producenta, ale ZAWSZE taka informacja znajduje się w ulotce). Winni są sami "pacjenci", którzy przy np. przeziębieniu lub katarze siennym, sięgnęli po preparat dostępny bez recepty, "strzelili sobie" odpowiednią dawkę, a na ulotkę oczywiście nawet nie spojrzeli. Zachwyceni CUDOWNYM działaniem preparatu, postanowili korzystać z jego fantastycznych właściwości i... przepadli. Bo długotrwałe stosowanie Xylometazolinu prowadzi do wysuszenia śluzówki nosa, co z kolei kończy się jego "zatkaniem". I kółeczko się nam ładnie zamyka.

Jeśli zatem nawet krople do nosa (dostępne bez recepty pod mnóstwem różnych nazw) mogą uzależnić, to co z innymi lekami?

Oj, drodzy Wy Moi... A tabletki przeciwbólowe? Chroniczne bóle głowy mogą spowodować, że człowiek zaczyna brać paracetamol lub ibuprofen (znów - dostępne bez recepty pod różnymi nazwami). I w du... no, w tylnej części ciała, ma przeczytanie ulotki. A w niej JAK BYK zapisane jest, że NIE MOŻNA brać tych preparatów dłużej niż kilka dni i jeśli ból się utrzymuje, konieczne jest zgłoszenie się do lekarza. Długotrwałe przyjmowanie leków przeciwbólowych (zwłaszcza tych, zawierających KODEINĘ), może uzależnić i prowadzić do - znów nam się kółko zamyka - wspomnianego bólu głowy. Tym razem wywołanego brakiem dostarczenia do organizmu konkretnego preparatu, którym był on faszerowany np. przez miesiąc.

No fajnie, a co z lekami przeciw depresji? Większość z nich jest stosunkowo bezpieczna i stosowanie ich zgodnie z zaleceniem lekarza, nie powinno być przyczyną powstania problemów dotyczących uzależnienia. Tak samo z ich odstawieniem - POD OKIEM LEKARZA - jest ono bezpieczne i minimalizuje nieprzyjemne efekty uboczne, jakie mogą pojawić się przy stopniowym odstawianiu leków przeciwdepresyjnych (SSRI, MAO).

Generalnie wszystko tak naprawdę sprowadza się do CZYTANIA ULOTEK, na co uczulam Was od dawna. Jeżeli w ulotce załączonej do opakowania jakiegoś leku, znajduje się informacja o maksymalnej ilości dni jego stosowania I/LUB informacja, że lek może uzależniać - STOSUJCIE GO Z GŁOWĄ! Jeśli przepisał go Wam lekarz - zgodnie z jego zaleceniami. Jeśli sięgnęliście po niego samodzielnie - zgodnie z ulotką.

Uzależnić się (psychicznie i/lub "fizjologicznie") jest naprawdę łatwo. To wyjście z uzależnienia od leków (jakichkolwiek, naprawdę - przerabiałam parokrotnie również Xylometazolin) jest drogą przez mękę. Może zatem po prostu nie włazić na tę drogę?

3 komentarze:

  1. Cześć, też mam podobny problem, chętnie bym z Tobą porozmawiała: beatabulka@op.pl Bardzo Cię proszę odezwij się.
    pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  2. Jestem w grupie 3% osób, u których wystąpił przedłużony syndrom odstawienia SSRI. W przypadku tych kilku procent bezpieczne odstawienie to mit. Już od dwóch lat wychodzę z tego g... a nie leku - tym mianem bardzo chętnie określa się antydepresanty.

    OdpowiedzUsuń
  3. Mam kilka hipotez dotyczących pogłębiania się lekomanii w społeczeństwie.
    1. Zapominanie, że lek w magiczny sposób nie trafia tylko i wyłącznie do źródła objawów, lecz działa holistycznie na organizm z chwilą wprowadzenia i często powoduje efekty niepożądane. Szczególnie dotyczy do leków działających na układ nerwowy, których mechanizm działania często jest niejasny.
    2. Niewiedza/ lenistwo lekarza. No bo jak inaczej wytłumaczymy niekompetencję osoby, która 2 rok z rzędu przepisuje doraźny lek na sen na receptę? Przecież po to dostęp do leku jest regulowany, żeby doktor kontrolował wydawanie dawki, czas leczenia jak i stan chorego.
    3. Brak przejrzystej, całościowej i łatwej do sprawdzenia dokumentacji historii recept otrzymywanych przez pacjenta od wszystkich lekarzy i kontrolowanej odgórnie. Bez tego lewe oraz wysymulowane recepty nie znikną.
    4. Niedostateczne informowanie społeczeństwa o lekomanii. Narkomania, alkoholizm - tak, te zagrożenia są znane. Ale ostatnio poraziła mnie niewiedza mojej ciotka, która stwierdziła, że "na sen to każdy coś bierze" a "leki są bezpieczne, bo je lekarz wypisał i nic nie mówił o uzależnieniu". Niewiedza cechuje głównie starsze pokolenie.
    5. Pozostaje w mojej strefie marzeń - ostrzeżenia o uzależnieniu na pudełku leku jak na paczce papierosów.

    OdpowiedzUsuń