Szukaj na tym blogu

środa, 13 kwietnia 2016

Skąd ta bezsenność i jak z nią walczyć?

Na pytanie, które zadaje sobie mnóstwo osób, w tym autorka niniejszego wpisu, jednoznacznej odpowiedzi nie ma. Z własnych obserwacji (dziesięcioletnich, więc całkiem długich), wyciągnęłam ostatnio wnioski - a zmusił mnie do tego ostatni tydzień, w ciągu którego przespałam łącznie mniej niż 30 godzin. A i to wybudzając się w nocy i męcząc jak potępieniec.

bezsenność

Oczywiście u każdego podłoże bezsenności jest inne. Często problemy z zasypianiem wynikają z dolegliwości somatycznych (rozmaite bóle - czy to krzyża, głowy, stawów...), ze stresu, "gonitwy myśli". Zdesperowani "niewyspani" zaczynają więc szukać sposobów na to, by wreszcie walnąć się do łóżka i przespać martwym bykiem całą noc, ale dostępne w sieci porady można sobie często podłożyć pod tramwaj, względnie czytać w ramach rozweselenia (co z pewnością zaśnięcia nie ułatwi, bo histerycznie chichocząc podczas lektury, raczej nie poczujemy przypływu senności). Skoro już przy tym jestem to pozwolę sobie przytoczyć jedną taką radę, która przewija się wyjątkowo często, a na zastosowanie której wiele osób zwyczajnie nie ma szans. Złota myśl brzmi:

"Łóżko powinno kojarzyć się wyłącznie z nocnym wypoczynkiem. Unikajmy zatem wykonywania w sypialni innych czynności, takich jak oglądanie telewizji czy pracy. Sypialnia to miejsce do snu!"

Brzmi nawet rozsądnie, ale czy autorzy tej bezcennej rady nie wpadli na to, że multum osób nie posiada w swoim M-2 czy M-3 pokoju, który służy "tylko i wyłącznie do snu"? Dla mnie osobiście posiadanie sypialni jest marzeniem ściętej głowy, a w pokoju, w którym stoi łóżko (czy raczej wersalka), nie tylko pracuję, ale też często oddaję się innym zajęciom (choćby oglądaniu telewizji, bo akurat w tym pokoju tv stoi czy przeglądaniu sieci - bo upchnięte jest tu także biurko z komputerem).

Załóżmy zatem, że nie mamy komfortu wprowadzenia w życie tej genialnej rady i musimy radzić sobie z bezsennością inaczej. Osobiście przetestowałam na sobie poniższe metody:
  • szklanka mleka przed snem (efektu zero);
  • przestrzeganie tzw. higieny snu, czyli wstawania i kładzenia się spać o tej samej porze (na dwoje babka wróżyła, choć staram się tego pilnować. Wstaję owszem, zawsze o tej samej godzinie, ale żeby zasnąć... hoho!);
  • unikanie wysiłku fizycznego tuż przed pójściem spać (no unikam, ale to widać za mało);
  • liczenie baranów (dojechałam do kilkuset i znudziło mnie to śmiertelnie, ale na zaśnięcie nie zechciało się przełożyć);
  • tworzenie w głowie abstrakcyjnych scenariuszy, które mają "zmęczyć" umysł i spowodować błogie zapadnięcie w sen (mój umysł widać działa odwrotnie, bo wymyślanie niestworzonych historii raczej go rozbudza);
  • regularne wietrzenie pomieszczenia i nie kładzenie się spać w ciepłym pokoju (i to w moim przypadku się poniekąd sprawdza, tzn. faktycznie nieco łatwiej jest mi usnąć, gdy jestem przemarznięta do dziesiątej potęgi - żadne tam wystawianie kończyn poza kołdrę nie daje efektu, muszę się wyziębić w całości, co potem skutkuje katarem; ale pies trącał katar, wolę pociągać nosem niż nie spać przez kolejną noc).

Lekarze też kombinowali jak mogli, bo jeszcze zanim w przypływie desperacji dali mi Zolpic, próbowali innych metod. Brałam melatoninę (która miała regulować sen), hydroxyzynę (2 tygodnie działała elegancko, potem równie dobrze mogłam zażywać witaminę C - efekt taki sam, czyli zerowy, ale przynajmniej byłby to zdrowszy wariant), pijałam melisę i rozmaite cuda ze mną wyczyniano. Efekty były takie, że albo nie zasypiałam wcale, albo padałam jak walnięta obuchem i cały kolejny dzień poświęcałam na rozbudzenie się, przy jednoczesnym wrażeniu "urwania filmu", ale nie normalnego wyspania się w ciągu nocy.

Ostatni tydzień, podczas którego zaparłam się wszystkimi kończynami przed braniem czegokolwiek przed snem, pozwolił mi zaobserwować intrygujące zjawisko. Mianowicie - czuję senność koło 22:00, fajnie, kładę się do łóżka. W momencie położenia głowy na poduszce, pojawia się mnóstwo myśli w głowie - rozwiązania dręczących mnie problemów, przypominają mi się rzeczy do zrobienia i tym podobne i tak dalej. Po pół godzinnej próbie usunięcia tego wszystkiego z umysłu, z rezygnacją wstaję, zapisuję na kartce to, co kłębiło mi się w głowie, z rozgoryczeniem zapalam papierosa i czekam zmiłowania Pańskiego czyli kolejnego przypływu senności. Bywa, że siedzę tak do 2:00 w nocy, a w moim wnętrzu rośnie tajfun.

No i właśnie tutaj leży pies pogrzebany, a przynajmniej tak mi się wydaje. Rosnąca frustracja związana z tym, że za diabła nie udaje się usnąć, pobudza. Wszelkie negatywne emocje: stres, wyrzuty sumienia, wrażenie niedopełnienia jakiegoś obowiązku - kąsają duszę i uniemożliwiają normalne zaśnięcie. W moim przypadku świństwo czyni mi także depresja, która sprawia, że w ciągu dnia jestem apatyczna i senna, a dopiero wieczorem odczuwam coś na kształt przypływu energii (podobno jednostki z depresją tak mają i cześć pracy). Postanowiłam zatem skupić się nie na czynieniu wysiłków. mających na celu zaśnięcie, ale na regularnym usuwaniu z umysłu tych wszystkich negatywnych emocji, które się w nim piętrzą. Stworzyłam listę rzeczy, które mnie gryzą i najbliższe tygodnie poświęcę na rozliczanie się z nimi (rozwiązywanie problemów, które istotnie da się jakoś rozgryźć i pogodzenie się z sytuacjami, na które wpływu nie mam). Intuicja podpowiada mi, że gdy zrobię z tym wszystkim porządek, zacznę lepiej sypiać, bo zwyczajnie to wszystko, co wraca teraz do mnie regularnie każdej nocy, przestanie istnieć. Niewykluczone, że poirytowany brakiem "pożywki" umysł, wykombinuje jakieś novum, które znów zacznie mnie kąsać tu i ówdzie, ale kto wie, może jednak da za wygraną? W każdym razie wydaje mi się, że żadna "szklanka mleka", "liczenie baranów" ani tym podobne metody, nie zastąpią zrobienia porządku z samym sobą. Dopiero osiągnięcie stanu spokoju ducha, może w jakiś sposób mnie wyciszyć i pozwolić usnąć. Tylko dlaczego, na Boga, nie podpowiedział mi tego w ciągu ostatnich 10 lat żaden psychiatra..? Bo szczerze, dusza subtelnie sugerowała mi to rozwiązanie już od dawna, ale niechęć do zmierzenia się z rzeczywistością i szukanie "drogi na skróty" (jakże typowe dla jednostek uzależnionych), przez lata sprawiało, że wolałam sięgnąć po tabletkę. Być może gdybym usłyszała od lekarza słowa "Droga pani, tutaj przede wszystkim trzeba zadbać o rozwiązanie konfliktów wewnętrznych", szybciej zdecydowałabym się na ruszenie czterech liter i rozpoczęcie działań, mających na celu zrobienie porządku ze swoimi emocjami.

3 komentarze:

  1. Ja mam lęk przed tym, że nie zasnę, a co za tym idzie w następnym dniu nie będę w stanie normalnie funkcjonować tj. iść na uczelnię czy do pracy. W efekcie nie mogę spać ... Gdy tylko się ściemnia pojawiają się myśli o tym. Gdy położę się do łóżka jest jeszcze gorzej, serce mi tłucze jeszcze mocniej. Oczywiście tak jak ty próbowałam melisy, jakichś ziołowych tabletek ... Żałuję, że zanim poszłam do psychiatry nie zdecydowałam się na terapię. I takim o to sposobem zasypiam jedynie z Zolpidemem. Od czasu do czasu mam lepszy okres, ale tylko wtedy gdy na drugi dzień nie muszę wstawać na konkretną godzinę :( Od kiedy biorę paroksetynę czuję się trochę spokojniejsza, ale w dobie mojej nerwicy lękowej - lęk przed niezaśnięciem jest najgorszy i nie mogę sobie z nim poradzić ... Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Spróbuj może jeszcze innej metody, którą ja również zaczęłam stosować - nie zakładaj, że _musisz_ usnąć w określonym czasie. Parę razy złapałam się na tym, że kładłam się (niby niespecjalnie śpiąca) i jednak zasypiałam. Tyle, że trwało to powiedzmy do godziny.

      W moim przypadku najgorsze było przyzwyczajenie, że po Zolpicu zasypiam w 10 minut i zaczęłam tego samego oczekiwać po odstawieniu. A tak się nie da. Poczytałam trochę na ten temat i wiele osób, nie stosujących żadnych leków nasennych, zasypia po średnio godzinie. Dla nich jest to naturalne. Musimy po prostu przetłumaczyć sobie, że okej - nie zaśniemy z marszu, ale w końcu sen przyjdzie, o ile tylko nie będziemy bombardować się myślami "Nie padłam w ciągu 30 minut, to już na pewno nie usnę, rano będę do niczego". Nie jest to łatwe, ale do zrobienia. Spróbuj. Pozdrawiam Cię serdecznie!

      Usuń
  2. Przyczyn może być naprawdę mnóstwo, czasem pomaga zmiana diety, czytałam o tym na kcalmar.com/blog/2016/11/03/bezsennosc/ , podobnie jak niektóre witaminy czy herbatki z melisą, rumiankiem, oraz kwiatem lipy. Jeśli jednak problem utrzymuje się długo i nic nie pomaga, to czas najwyższy wybrać się do lekarza...

    OdpowiedzUsuń