Szukaj na tym blogu

niedziela, 3 kwietnia 2016

Lekowe pułapki

W uzależnienie od leków wpaść łatwiej, niż można by przypuszczać. Zwłaszcza, jeśli zaczynamy "leczyć" nasze dolegliwości na własną rękę, łącząc specyfiki otrzymane od lekarza z tymi, które dostępne są bez recepty.

różne leki brane przez młodą kobietę

Tak beztroskie podejście do farmaceutyków pociąga za sobą głównie dwa niebezpieczeństwa:
  1. Szybszy rozwój uzależnienia psychicznego i fizycznego;
  2. Wystąpienie reakcji niepożądanych, w tym zagrażających życiu.
Mało kto, wybierając w aptece leki (czy nawet odbierając te, przepisane przez lekarza), "traci czas" na czytanie dołączonych do nich ulotek informacyjnych. Co za tym idzie, pławiąc się w rozkosznej nieświadomości, przyjmują specyfiki:
  • dłużej, niż jest to zalecane przez producentów;
  • w ilościach większych niż zalecane przez tych państwa wymienionych wyżej;
  • łącząc ze sobą rozmaite leki, nie zważając na ewentualne interakcje między nimi.
Co jednak jeszcze bardziej przerażające, sami lekarze czy farmaceuci bardzo rzadko interesują się tym, jakie leki przyjmuje pacjent. O zgrozo, ukochany przez nas lekarz, jest w stanie przepisać dwa medykamenty, które stosowane równolegle potrafią doprowadzić do zatrucia organizmu. Nie jest to jakiś żart czy plotka, ale informacja z pierwszej ręki - moja psychiatra, walcząc z moim ukochanym pakietem (bezsenność, nerwica, depresja) zaordynowała mi przyjmowanie leków, po których czułam się coraz gorzej. Zagadkę rozwikłał mój kardiolog (przypominam, że i z arytmią przyszło mi się zmagać), który podczas wizyty kontrolnej zawsze pyta mnie, co przyjmuję regularnie, a co "od czasu do czasu" (i to jest lekarz godny zaufania!). No i od niego dowiedziałam się, że przez zapychanie sobie paszczy specyfikami przepisanymi przez psychiatrę, świńskim truchtem zbliżam się do osiągnięcia zespołu serotoninowego, grożącego drobiazgami w postaci gorączki, osłabienia, wymiotów, a także znacznie bardziej groźnymi komplikacjami, wymagającymi leczenia (czy raczej odtruwania) na sali szpitalnej.

Spłoszyłam się solidnie i zaczęłam szukać potwierdzenia słów mojego kardiologa, no i znalazłam - u innego psychiatry oraz w dziele medycznym poświęconym właśnie interakcjom pomiędzy lekami. Jego prostsza wersja dostępna jest dla lekarzy (ale nie tylko) również w postaci aplikacji na telefony komórkowe (Dr Widget Interakcje). Włos mi się zjeżył na głowie i w tej uzyskanej pod wpływem stresu koafiurze ala Szopen, zaczęłam sprawdzać jak się mają do siebie leki, które przyjmować muszę z uwagi na serce, depresję, nerwicę i problemy ze snem. Mili Państwo - szał ciał i uprzęży! Lek przeciw depresji, na którym bazuję, posiada uroczą właściwość włażenia w interakcje z niemal wszystkim (również niektórymi produktami spożywczymi). Leki przeciwbólowe, które stosowałam, naiwnie sądząc, że są najbezpieczniejsze (bo "nie gryzą się" z tym przeciwdepresyjnym), wchodzą za to w interakcję z Zolpiciem, zwiększając szansę uzależnienia od tego świństwa.

Nie będę tu oczywiście podawać "przepisów" na mieszanki pozwalające osiągać ogłupienie (zwane przez entuzjastów takiej "zabawy" - "stanami euforycznymi"), bo to nie jest miejsce na dzielenie się wiedzą w zakresie "czym się najlepiej naćpać". To miejsce przestrzegające przed takimi właśnie eksperymentami, które prowadzą w pierwszej kolejności do ogłupienia, w kolejnej do uzależnienia, w następnej - do zatrucia. Zwolenników "odlotów" zachęcam do zadania sobie pytania czy faktycznie tych kilkanaście "stanów euforycznych" (uprzejmie przypominam, że organizm szybko przyzwyczaja się do serwowanych mu dawek i wściekle domaga się więcej), warte jest poświęcenia im zdrowia i życia?

Ja już sobie na to pytanie odpowiedziałam. Poza czytaniem ulotek, zaczęłam też każdy nowy lek sprawdzać w tej medycznej kobyle o interakcjach, żeby mieć pewność, że nie zaszkodzę sobie bardziej, niż zrobiłam to do tej pory. No i dojrzałam do zmiany psychiatry, bo serwowanie mi toksycznych mieszanek, byle tylko mnie wreszcie położyć spać, bez zważania na konsekwencje, jakoś mi się nie uśmiecha.

I Wam również radzę rozsądnie podchodzić do przyjmowania leków, zwłaszcza, jeśli z uwagi na różne schorzenia, bierzecie ich dużo. Uzależnienie od tego paskudztwa (wspomagane interakcjami między nimi, o czym przeciętny Kowalski pojęcia nie ma, bo ufa swojemu lekarzowi), ma tragiczne w skutkach konsekwencje. Nie wstydźcie się więc sprawdzać, czytać, dopytywać. W końcu to naprawdę kwestia życia i śmierci, a w najlepszym wypadku - jakości tego życia, o którą też warto powalczyć. Bądźmy więc, wyjątkowo, mądrzy przed szkodą, a nie po.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz