Szukaj na tym blogu

poniedziałek, 2 listopada 2015

Wpływ bałaganu na psychikę

Czasem mówimy "Moje życie to prawdziwy bajzel". I faktycznie możemy się tak czuć - mieć wrażenie, że wszystko się nam porozsypywało i kompletnie nie mamy pojęcia, jak zabrać się do uporządkowania wszystkich "wiszących" nad nami spraw. W takiej chwili warto nie tylko zajrzeć wewnątrz siebie, ale też rozejrzeć się dookoła. Czy przypadkiem wspomniany bajzel nie wkradł się także do naszego mieszkania albo miejsca pracy?

zaśmiecone biurko

Ktoś (nie mam pojęcia kto, ale z pewnością była to mądra jednostka) powiedział kiedyś, że nasze otoczenie rzutuje na nasze życie wewnętrzne. Gdy wokół nas panuje istny chaos (masa papierów na biurku, od dawna nie złożona pościel na łóżku, niepozmywane naczynia, "kipiący" kosz na śmieci), nie czujemy się raczej komfortowo. Dotyczy to przynajmniej większości osób, bo są i takie, które lubują się w nieporządku i nie wyobrażają sobie życia w posprzątanym domu.

Załóżmy jednak, że zaliczamy się do tych jednostek, które z niezadowoleniem patrzą na swoje otoczenie i myślą "Matko, co za syf!", ale niewiele sobie z tego syfu robią. A śmieci przybywa, stos papierów na biurku rośnie, po kuchni zaczynają biegać radosne robaczki, zaś z szafy wylatywać mole. No nie, wróć, na widok moli lub robaków większość osób przystąpiłaby jednak do zwalczania paskudztwa, ale nie jest wykluczone, że na pozbyciu się nieproszonych gości aktywność związana ze sprzątaniem by się zakończyła.

Po sobie samej zauważyłam, że im większy wokół mnie panuje, za przeproszeniem, burdel, tym gorzej ma się moje samopoczucie. Wszystko wydaje się przytłaczające, każda sytuacja - bez wyjścia, no i tym podobne i tak dalej. Niechęć, bezradność, apatia i tym podobne cuda, natychmiast urastają do rozmiarów góry lodowej i kółko się zamyka. Kiedyś zapewne spotęgowałabym to wysypisko śmieci dostawiając puszki po piwie czy butelki po winie, a po podłodze rozsypując puste opakowania po tabletkach (bo i tak jest śmietnik i tak, no nie?). Jednak od kilku miesięcy, od chwili, w której zapragnęłam zmienić swoje życie, ruszyłam do walki z nieróbstwem i postanowiłam zwalczyć niechęć do sprzątania. A miłośniczką porządków nie byłam nigdy i sprzątałam wyłącznie z konieczności.

Muszę przyznać, że od kiedy zaczęłam faktycznie dbać o mieszkanie, zmieniło się sporo:
  • polubiłam czystość (i nie mówię tu o jakiejś skrajności, nic u mnie w domu nie lśni na wysoki połysk, ale rzeczy są poskładane, podłogi odkurzone i umyte, a naczynia rzadko przybierają formę stosu przeznaczonego do umycia);
  • przestało irytować mnie sprzątanie (wręcz je polubiłam - przynajmniej raz na dwa dni biegam po domu z odkurzaczem, staram się na bieżąco porządkować papiery na biurku, selekcjonować śmieci i z marszu wynosić je z mieszkania);
  • poczułam się lepiej psychicznie (wcześniej wszechobecny bałagan potęgował chaos w moim wnętrzu, a teraz - gdy jest jako tako czysto - nie mam już ciągłego wrażenia przytłoczenia).
Pedantów w naszej zabieganej rzeczywistości raczej nie przybywa, a brak czasu i sił nie sprzyja regularnym porządkom. Ale jeśli czasem czujecie się kompletnie przytłoczeni życiem - rzućcie okiem na swój pokój/mieszkanie/dom (niewłaściwe skreślić). I jeśli rzeczywiście dostrzeżecie, że wokół panuje nieporządek, zabierzcie się za sprzątanie. Jestem żywym dowodem na to, że dzięki temu można poczuć się lepiej. Kto wie, może i Wy poczujecie to samo? ;)

1 komentarz:

  1. oj też nie lubię bałaganu, wręcz wprawia mnie we wściekłość, tym bardziej kiedy wracam do domu po ciężkim dniu a tam po prostu góry syfu! To ma ogromny wpływ na psychikę chociaż wydaje się błahe

    OdpowiedzUsuń