Szukaj na tym blogu

sobota, 31 października 2015

Październik był miesiącem alkoholowych pokus

Przynajmniej dla mnie. Trzykrotnie częstowano mnie alkoholem w nowej pracy. A to impreza, a to urodziny, a to jeszcze coś innego. Raz prawie się złamałam i już miałam sięgnąć po kieliszek, kiedy nagle dotarło do mnie, co robię.

wino

Niemal codzienne dyskusje o nakrapianych imprezach też nie pomagały. Ale zaczęłam się powoli na nie uodparniać, co nie oznacza, że odpuściłam sobie czujność. Zwłaszcza, że w chwilach nasilonego stresu, przez głowę przewija mi się myśl "Może tylko jedno piwo?". Wiem jednak, że gdybym to piwo wytrąbiła, to na nim "zabawa" wcale by się nie skończyła, a w ramach pary do procentów, wystąpiłyby leki. Taki duet już mi towarzyszył i dziękuję - nigdy więcej.

Przetrwałam zatem październik, kolejny miesiąc bez kieliszka. Z Zolpidemem wciąż walczę, ale znacznie trudniej odstawić go całkiem, nawet przy stosunkowo niewielkiej ilości jaką obecnie biorę na sen. Perspektywa nieprzespanej nocy wywołuje u mnie panikę, a panika to dla mnie kolejne zagrożenie - wtedy łatwiej sięgnąć po więcej tłumacząc sobie "Muszę się uspokoić, a inaczej nie dam rady". Unikam zatem też tego uczucia paniki jak mogę.

Mam wrażenie, że trzeźwienie w dużej mierze opiera się właśnie na unikaniu. Pokus, sytuacji sprzyjających przerwaniu abstynencji, a także stanu ducha, który sprzyja sięgnięciu po kielicha lub garść tabletek.

W tym miesiącu też się zatem udało (no, panika się pojawiała, ale szczęśliwie zwalczałam ją innymi metodami - najlepsze jest wyjście z domu i szybki marsz). Co przyniesie listopad? Pożyjemy, zobaczymy :)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz