Szukaj na tym blogu

wtorek, 13 października 2015

Opanować ten kłębek nerwów...

Jutrzejszy dzień, a właściwie moja wyobrażenie o nim, wywołuje we mnie mnóstwo emocji. Na prowadzenie wybijają się niepokój, stres, zwątpienie, niepewność, bezsilność... Bosko. Zwykle taka mieszanka prowadzi u mnie do paniki i chęci ucieczki (ciekawa rzecz, że gdy pojawia się sytuacja "zagrożenia", to zwykle z pary walcz-uciekaj, wybieram tę drugą opcję).

brak zdecydowania

W czym w ogóle dzieło? Zaczynam jutro nową pracę. Niby w branży, którą znam dobrze i w której działam od lat. Ale jak to ze mną bywa, przed każdym wyzwaniem pojawiają się wątpliwości i zaczynają się one mnożyć w tempie godnym królików na wiosnę. W głowie rodzą się pytania "Czy sobie poradzę? Czy jestem dość dobra? A jeśli się skompromituję? A jeśli...?" - istny koszmar. A dotychczasowe sposoby wyciszania się, są mi rzecz jasna niedostępne - zresztą zwyczajnie ich nie chcę w swoim życiu. Co by mi przyszło z zapicia lub nafaszerowania się tabletkami? Z pewnością solidny kac jutrzejszego poranka i totalne otępienie, potrzebne w nowej pracy jak piąte koło u wozu.

Szczęśliwie tak się złożyło, że dzisiaj odbył się meeting AA. Możliwość spędzenia dwóch godzin w towarzystwie przesympatycznych i życzliwych ludzi poprawiła mi nastrój i pozwoliła choć na chwilę zapomnieć o tym parszywym niepokoju, obijającym się wewnątrz mojej głowy. To już dużo. No ale meeting się skończył, życzliwi ludzie rozeszli się do domów, a ja pozostałam ze swoją zgryzotą. Co tu począć, u licha ciężkiego?

Postanowiłam zatem usiąść do bloga i przelać "na papier" (czy raczej "na monitor"?) to wszystko, co pozbawia mnie możliwości swobodnego i spokojnego podejścia do sprawy. Pisanie pomaga, bo pozwala niejako odseparować się od tego, co siedzi w środku i wyrzucić owo coś na zewnątrz i spojrzeć na całość z pewnym dystansem. Od razu też podjęłam decyzję o tym, że zamiast gryźć się rozterkami, obejrzę sobie jakiś serial i wcześniej położę się spać. A jutro postaram się ze spokojem i pozytywnym nastawieniem wyruszyć do nowej pracy i po prostu dać z siebie wszystko. Tylko (i aż) tyle mogę zrobić i mam nadzieję, że przyniesie to wyłącznie coś dobrego. Zatem precz z niepokojem! Zdecydowanie wolę widzieć na jego miejscu opanowanie i pogodę ducha. I nawet jeśli wyparcie złych emocji wiąże się ze sporym wysiłkiem, to każdy sukces związany z ich opanowaniem, powoli przybliża mnie do tego, do czego od miesięcy dążę. Do trwałej zmiany sposobu myślenia i postrzegania wyzwań, jakie stawia przede mną życie. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz