Szukaj na tym blogu

niedziela, 11 października 2015

Jeden z tych dni

Dziś przeżywam jeden z takich dni, kiedy depresja i ogólne zniechęcenie życiem wyjątkowo dają mi się we znaki. Nie pomaga fakt, że dopadło mnie jakieś przeziębienie i snuję się w piżamie, kichając po całym domu i dodatkowo ziewając jak stary krokodyl. Poziom aktywności prezentuję taki bliższy zeru, ale dostrzegam też plusy całej tej sytuacji.

kobieta z depresją

Można by się zastanowić: jakie u licha plusy? Nastrój depresyjny, apatia, rozkwitające choróbsko... Ale po chwili można do tej listy dodać parę doprawdy radosnych punktów:
  • pomimo prezentowanego wyżej stanu, udało mi się popracować;
  • pomimo (patrz punkt pierwszy), udało mi się zrobić budyniowe ciastka (i cóż z tego, że w przypływie kulinarnego szału zapomniałam o brakujących mi do pełni szczęścia krakersach, więc ciastka mają wyłącznie spód, a u góry jedynie rozdyźdaną, budyniową masę);
  • pomimo i tak dalej, usiadłam do pisania tej notki.

To już coś! Dodatkowo twardo tłumaczę sobie, że przerabiałam taki stan ducha milion razy i wiem, że dziadostwo w końcu zelżeje. Dzisiaj może i czuję się, a także prezentuję, niczym nieboszczka po ekshumacji, ale halo! Jutro mamy nowy dzień i kto wie, co dobrego on przyniesie? Może wstanę rano rześka jak skowronek, w pracy spotkają mnie same przyjemności, odbębnię wreszcie sprawę papierologiczną związaną z ubieganiem się o prawo jazdy i tym podobne i tak dalej. Grunt, to nie dać się złym myślom i powtarzać sobie "Ten stan przejdzie!".

Dodatkowo budujący jest fakt, że zamiast tęsknego spoglądania w okno i kombinowania jakby tu wyskoczyć pomimo trzaskającego zimna po jakąś flachę, grzecznie siedzę na, za przeproszeniem, tyłku i odsuwam od siebie myśli o procentach. I że zamiast nafaszerować się prochami i przespać cały dzień, staram się jednak zrobić coś produktywnego i nastrajać się wyłącznie pozytywnie.

Oczywiście typowy dla depresji niepokój krąży sobie po moim ciele i drąży umysł z uporem wyjątkowo wygłodniałych korników, ale pal licho, poza niepokojem odczuwać mogę tyle różnych innych emocji! Jak dziad musi, niech siedzi i drąży, ale do towarzystwa sprowadzam mu wspomniane już pozytywne myśli związane z dniem jutrzejszym, radość związaną z faktem, że już we wtorek meeting AA, dodatkowo przywołuję miłe wspomnienia związane z piątkowym wyjściem na herbatę z moją sponsorką ze Wspólnoty, wczorajszy spacer po świeżym powietrzu... I tym podobne i tak dalej.

A gdy już czuję, że niepokój zaczyna wygrywać z pozytywnymi myślami, zwyczajnie włączam coś rozweselającego. Mamy piękne czasy! Możemy sięgnąć po książkę, posłuchać dobrej muzyki, obejrzeć serial czy film, który choć częściowo oderwie nas od własnych problemów i smutków. No i możemy też zasiąść do komputera i podzielić się z innymi własnymi refleksjami. Warto o tym pamiętać. Nawet jeśli cierpimy na depresję, to jest ona tylko cząstką nas. To, co nas zapełnia dodatkowo, zależy od nas samych. Niechże zatem będzie to coś optymistycznego!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz