Szukaj na tym blogu

niedziela, 18 października 2015

Jak podejmować trudne decyzje, czyli o oddzieleniu emocji od rozsądku

Jak już wspominałam w kilku wpisach, na przestrzeni ostatnich miesięcy musiałam podjąć kilka trudnych decyzji, a przede mną - kolejna. Od kiedy zerwałam z nałogami i zaczęłam się uczyć życia w trzeźwości, zmieniło się wiele. W tym moje sposoby na podejmowanie trudnych życiowych wyborów.

trudne decyzje

W większości przypadków emocje nie ułatwiają podejmowania trudnych decyzji. To właśnie uczucia zaczynają szaleć w głowie i za ich sprawką zaczynamy tworzyć setki scenariuszy. Wybiegamy myślami do przodu o miesiące, czasem lata. Wpadamy w błędne koło i w pewnym momencie zapominamy, że decyzja, którą musimy podjąć, z pewnością wpłynie na naszą przyszłość, ale:
  • podejmujemy ją w związku z tym, co dzieje się tu i teraz;
  • przyszłości nie jesteśmy w stanie przewidzieć, raczej nikt z nas nie jest drugim Nostradamusem.
Warto zatem:
  • od razu zrezygnować z kombinowania na zasadzie: jeśli zrobię to i to, za trzy lata może się okazać że..... [tu jakieś przewidywanie, zwykle bazujące na przeczuciach, a nie na faktach]
  • wyłączyć "magiczne myślenie" [działające na zasadzie przepowiadania przyszłości, czyli: jeśli nie załatwię spraw A i B, to na pewno doprowadzę do dramatu C]
  • odpuścić sobie "myślenie życzeniowe", charakterystyczne głównie dla osób uzależnionych [nic nie będę robić, może ułoży się samo i wszystko będzie dobrze; wmówię sobie, że jest okej, to będzie okej]
Zwykle podejmowanie ważnych decyzji na zasadzie "maglowania scenariuszy" we własnej głowie, sprawdza się średnio. Lepiej chwycić za kartkę i długopis i rozpisać sobie to, co w nas siedzi. Dzięki temu można nabrać pewnego dystansu do problemu, "wyrzucić go z głowy" i skupić się na faktach, widniejących przed nami jak byk. Łatwiej wówczas dostrzec wszystkie za i przeciw i na spokojnie przeanalizować sytuację, podejmując ostatecznie decyzję.

Często nasze wahanie, zwłaszcza u osób z nerwicą (ale nie tylko), wynika z kultowego już porzekadła "Co ludzie powiedzą?". Obawy związane z reakcją otoczenia często hamują nas przed podjęciem decyzji, która ma nam przynieść coś dobrego. Powtórzę: która ma NAM przynieść coś dobrego. Oczywiście jeśli jesteśmy w związku, a nasza decyzja odbije się na tej relacji, warto przedyskutować sprawę z osobą zainteresowaną. Ale jeżeli obawy wiążą się z tym, co powiedzą tak naprawdę obcy nam ludzie (np. w pracy), dajmy sobie od razu spokój. To nasze życie, nie ich. Niech myślą i mówią, co chcą. Z jakiej racji mają wpływać na decyzję, która dotyczy wyłącznie nas?

Odsuwamy więc na bok obawy związane z reakcją otoczenia (które nie jest naszym najbliższym), z emocjami (które radośnie wprowadzają niepotrzebny bajzel i skłaniają nas do zabawy we wróżkę, czytającą przyszłość ze szklanej kuli) i koncentrujemy się na faktach. Gdy odrzucimy od siebie wszystkie wspomniane wyżej "hamulce" powstrzymujące nas od tego, co tak naprawdę będzie dla nas najbardziej korzystne, może się okazać, że doskonale wiemy, co należy zrobić.

Przed chwilą właśnie zafundowałam sobie taką "rozpiskę", spojrzałam na nią chłodnym okiem i okazało się, że doskonale wiem, co powinnam zrobić. I uzbrojona w tę wiedzę, odzyskałam wewnętrzny spokój. Nie mam zamiaru już cofać się, wahać, kombinować - zobaczyłam w jakim miejscu swojego życia się znajduję i co mogę zyskać (tracąc niewiele), dzięki podjęciu takiej, a nie innej decyzji. A co ludzie powiedzą? Nie interesuje mnie to. Zresztą wkrótce kontakt z tymi ludźmi i tak mi się urwie. Zatem niech gadają ile wlezie. Ja już wiem, w którą stronę ruszyć i tylko to się liczy. Koniec z szarpaniem się, niepewnością i strachem. Czas przystąpić do działania :)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz