Szukaj na tym blogu

piątek, 9 października 2015

Dlaczego nie należy "leczyć" depresji alkoholem?

Piszę z doświadczenia własnego, ale będę podpierać się także opiniami ludzi mądrzejszych ode mnie, lekarzy i specjalistów od chorób emocjonalnych. A wszyscy oni jak jeden mąż mówią "Przy depresji nie należy pić alkoholu!".

depresja a alkohol

Dlaczego? Powodów jest kilka. Po pierwsze osoby ze zdiagnozowaną depresją, zwykle zażywają leki przeciwdziałające temu stanowi. Łączenie leków z alkoholem jest kiepskim pomysłem. Wiem, bo sama to robiłam. Szczęśliwie nie skończyło się to dla mnie zejściem z tego świata, ale i takie przypadki się zdarzają, o poważnych zatruciach nie wspominając. Lepiej zatem wyciągnąć wnioski z nieszczęśliwych pomysłów innych i w czasie leczenia, po prostu - nie pić. I nie kombinować, że może tylko jedno piwo, może tylko kieliszek szampana na Sylwestra. Nigdy nie wiadomo, kiedy tolerancja organizmu na takie mieszanki się skończy, więc wyjątkowo bądźmy mądrzy PRZED szkodą, a nie po niej.

Druga sprawa - choć wielu osobom po spożyciu alkoholu poprawia się nastrój i sięgają po procenty właśnie z tego względu, to alkohol sam w sobie nasila objawy depresyjne. Jaki jest więc sens przyjmować leki i niweczyć ich działanie poprzez spożywanie rozmaitych trunków? Akurat w tym przypadku mogę z ręką na sercu poświadczyć, że im dłużej piłam, tym gorzej czułam się psychicznie. Stanów euforii nie odnotowywałam, co najwyżej zobojętnienie i szybsze zasypianie. Alkohol był dla mnie drugim, po Zolpidemie, sposobem na wyciszenie. Też do czasu, bo im więcej w siebie wlewałam, tym większy chaos panował w moich emocjach. Myśli samobójcze szalały po moim wnętrzu i mnożyły się jak króliki na wiosnę, a otumanienie wywołane piwem/winem/whisky (czy co tam akurat miałam pod ręką) sprawiały, że łatwiej mi było wmawiać sobie, że odejście z tego świata byłoby super rozwiązaniem.

Alkohol niewątpliwie szkodzi tym, którzy go nadużywają. Osoby, które popijają go od czasu do czasu, mogą spać spokojnie (chyba, że przyjmują inne leki, którym z używkami nie jest po drodze). Ci jednak, dla których "naparstek to za dużo, a wanna za mało", powinni zastanowić się czy faktycznie cokolwiek na piciu zyskują. Drogę w dół pokonuje się szybko, ale wyjście z alkoholizmu i nasilonej przez tę chorobę depresji, to już inna bajka.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz